20.03.2026

200-tny mecz Marcina w barwach Partyzanta

 

Gratulacje dla Marcina za staż pracy w Partyzancie - 200 meczy na przestrzeni ostatnich 19 lat i akurat jubileusz wypadł w wygranym meczu z ekipą Spoconych. W imieniu zawodników i kibiców życzymy drugie tyle meczy, bramek i wrażeń w kolejnych latach! 

Pozdrawiamy. 

 

31.12.2025

Podsumowanie 2025 roku

 

 
 



Krótki epizod w mini-lidze (rodziców)

 


 

Było-minęło.

Tyle można by rzec o tych krótkich rozgrywkach na 4 ekipy (mecz i rewanż) , w których mieliśmy możliwość udziału. Na 8 meczy, tylko jeden udało się wygrać, resztę przegraliśmy choć w niektórych spotkaniach było blisko o remis czy wygraną ; w pozostałych brakło szczęścia, pełnego składu lub umiejętności.

Mimo, iż był to krótki epizod, pozwolił przeżyć nam emocje związane z grą na punkty, śledzeniem postępu drużyny w tabeli i w końcu gorycz porażek, następujących w ostatniej minucie meczu. Traktujemy to jako solidne doświadczenie i namiastkę przyszłorocznych zmagań w większych ligach, do których będziemy mieli zamiar przystąpić. A póki co, na pamiątkę mamy wspomnienia i ładne medale, otrzymane ze środków ministerstwa Kultury i Sportu, które sponsorowało te rozgrywki.

3.12.2025

Spotkanie Partyzanckich Legend

 

Żyjemy i trzymamy się dobrze! 

Pozdrowienia dla całej Partyzanckiej rodziny i ich fanów.

Dzięki Grzesiu za spotkanie i do zobaczenia w przyszłym roku! 

26.09.2025

Za momenty! Berin Hasenheide Cup 2025.


O dziwo, gramy naprawdę nieźle. Pierwszy mecz na 0:0, wyrównany, przeciwnicy mają swoje okazje, ale my też mamy, coś tam broni ich bramkarz, coś tam strzelamy minimalnie obok. Jakoś to się klei w środku, Antosz przejmuje, Antosz rozgrywa, Jimmy i Belina dryblują z przodu, Mario bezbłędnie kosi na stoperze. 

Drugi na 1:1, przeciwko drużynie zdecydowanie lepszej. I to jeszcze bramkę nam strzelają z szemranego karnego, podyktowanego jak już było po akcji, jakiś faul niby, ale i daleko od pola karnego się wydawał mieć miejsce i nic by z tej akcji i tak nic nie było. Awanturujemy się trochę, ale tak w eleganckim stylu, w końcu Niemcy są od 80 lat najłagodniejszym narodem Europy, tu już się nie ma co na serio pokłócić, patrzą na nas krzywo że się tak rzucamy, jednocześnie sędzia trzyma ordnung, no trudno, karny wpada, Hubert leci w inną stronę, trudno, drugi remis.

Trzeci mecz 1:0 do przodu, wymęczone, ale to trzeci mecz w obronie na zero, bo tego karnego przecież nie liczymy. Więc kurde pięknie działa obrona z Mario, Kubą i Kozą, i Huberto na bramce renesans jakiś na miarę Filippo Brunelleschiego przeżywa.

Ostatnie dwa grupowe mecze to już partyzancka popisówa. Oba wygrywamy po 3:0. Jeden z jakimiś knajpianymi lambadziarzami, drugi trochę głupio, bo z seniorami Hasenheide, których kilka miesięcy temu ograliśmy w finale w Krakowie. No ale przecież to w porządku chłopaki są, w ataku mają samego Jasona Momoę, nie obrażają się, że spuszczamy im solidne wciry. 

Wychodzimy do ćwierćfinału z pierwszego miejsca w grupie. Z gry nie tracimy żadnej bramki, strzelamy osiem. Kibice nam śpiewają, niosą nas przez tę fazę grupową jak Strasburger nenufary w "Nocach i dniach".


Ćwierćfinał idzie ciężko, ale nie beznadziejnie. Jakaś mieszanka młodych harpaganów, widać po strojach nawet, że zmiksowane towarzystwo jak reprezentacja Kataru w piłce ręcznej. Jeszcze jeden gość ma koszulkę Russia, co uruchamia bynajmniej nie historyczne tylko całkiem współczesne resentymenty. 

Niestety, na jakieś trzy minuty przed końcem napastnik przeciwników wkręca naszego obrońcę, kładzie Huberta, jeszcze zauważa, że rozpaczliwym wślizgiem Koza próbuje zablokować strzał tuż przed bramką, podbija piłkę i ta wpada do siatki.

To jest moment załamki. Było tak dobrze i odpadniemy przed strefą medalową!?!

Próbujemy, Mario wbiega odważnie ze stopera, uderza po ziemi, ale tuż obok. Tamci wybijają byle dalej. 

Zaczynamy atak na lewym skrzydle, to już będzie ostatnia akcja, Koza zagrywa do naszego berlińskiego napadziora Jimmy’ego. I leci na środek, prawie bez siły, ale to już sama końcówka, a nuż coś z tego wyjdzie.

Jimmy ma dobry drybling, mija obrońcę i leci na pełnej tuż przy linii końcowej. W polu karnym tłum jak w Galerii Krakowskiej, ale nawet w takim tłumie można się jakoś ustawić i następuje TEN moment, dla których gra się w piłkę po 40-stce. Trwa to pewnie ze 2-3 dziesiąte sekundy, oczy Jimmy'ego spotykają oczy Kozy, jest decyzja o dograniu, wiadomo, że piła będzie płaska i mocna w opór, że trzeba będzie nogę tylko zamienić na moment w ustawiony pod dobrym kątem słupek, piłka się tylko musi od niej odbić, żeby wpadła z tego metra do siatki, i tak się kurwa dzieje i krzyk jaki się w tej chwili z nas wydobywa jest krzykiem pierwotnym jak ryk berlińskiego niedźwiedzia.

Karne. Po trzy na drużynę.

Koza w cugu, więc podchodzi odważnie do pierwszego.

Cholera, daleko ten sędzia coś ustawił te piłkę. Na próbach przed meczem było bliżej. No i strzał beznadziejny, ni to w środek, ni to w bok, ni wysoko, ni nisko, bramkarz broni.

Teraz tamci.

Hubert broni! Rzuca się w prawo, a strzał bliżej środka, ale Hubert to dostrzega, zostawia nogę i mamy to. To znaczy jeszcze nic nie mamy, bo 0:0, ale wciąż w grze.

Wojtek Antosz obok bramki.

Tamci też obok.

Jimmy też obok. Jak nam teraz strzelą, to odpadamy.

Hubert znowu broni. Rzuca się w prawo, wyczuwa gościa, strzał był niezły, ale mamy to. To znaczy jeszcze nic nie mamy, ale strzelamy dalej.

Kuba Belina strzela. Pierdolnięcie pod poprzeczkę, nie ma co zbierać.

Znowu Hubert, no ale przecież nie obroni trzeciego….

A Hubert bang! Rzuca się tym razem w lewo, i znowu wyczuwa, rękę wyciąga daleko w bok i wygrywa nam te karne i awans do półfinału. To już nie jest Brunelleschi. To jest kurwa Leonardo Anioł Michał da Vinci.

Reszta jest nieważna. Choćbyś w kuli znalazł kanta, nie pokonasz Partyzanta! Drzemy się razem z liczącą siedem osób  grupą naszych kibiców. Największą na całym turnieju.

W półfinale dopiero ujawniają się nasze słabości. Sześć meczów za nami, gramy prawie bez zmienników, na chwilę wchodzi czasem Celina. Brakuje nam chociaż dwóch pełnoprawnych graczy, żeby czasem dychnąć i wprowadzić jakieś świeże rozegranie. Gramy ten mecz literalnie na przetrwanie na 0:0 do tych karnych. Z przodu nie ma już nic, z tyłu ratowanie dupy. Ale nieporozumienie między Mario a Jimmy'm daje bramkę przeciwnikom, pod koniec się trochę otwieramy, lecą 20-latki z kontrą na 2:0 i finał nie dla nas.


O trzecie miejsce gramy z Polar Penguins, w grupie ograliśmy ich 1:0, ale to nie był łatwy mecz. Szybcy są, dobrą dziewczynę mają na bramce. Na początku jeszcze coś próbujemy, jeszcze mamy swoje szanse, które niestety marnujemy. Ale padamy już na twarze, a nogi robią się giętkie jak wierzbowe gałązki. Wymęczeni przegrywamy i ten mecz 2:0 i kończymy na czwartym miejscu.

Jest wielka radość, nie ma pełnej euforii, minimalny niedosyt pozostaje.

A potem idziemy na makali czyli grillowane warzywa z halloumi w bułce jak kebab, popijamy ajranem, a potem jest nam mało jeszcze i na pikniku nad Szprewą gramy rundkę kosza i jesteśmy szczęśliwi jak wyhasane w wilgotnym lesie labradory.

A potem już tylko świętujemy i jednym okiem zerkamy na Niemcy - Francja na Euro kobiet i Sjoeke Nuesken jest tam Kozą, bo strzela na 1:1, a Ann-Katrin Berger jest Hubertem, bo w dogrywce wyciąga piłkę z linii epickim rzutem, a w serii karnych najpierw jednego strzela, a potem kolejnego broni i do półfinału wchodzą Niemki. Choć 110 minut grały w dziesiątkę.

A potem dalej świętujemy, w przegościnnym berlińskim domu u Bettiny i Huberta.

Mieć takie miejsca i zbierać takie chwile. To jest szczęście.

Skład:

Bramka: Hubert

Tyły: Cuprinescu, Mario, Koza

Środek: Wojtek Antosz

Przody: Kuba Belina, Jimmy

Wsparcie: Celina, Dzieciaki

4.06.2025

Najważniejsze zwycięstwo Partyzanta od lat!

 Historia piłki nożnej pełna jest opowieści o drużynach w kryzysie, drużynach skazywanych na pożarcie, drużynach, którym nikt nie dawał szans na zwycięstwo. Nawet takich, które same sobie odbierały wszelkie nadzieje. A które w decydującym momencie nagle stawały skutecznie do walki z lepszymi od siebie i tę walkę wygrywały. Choć nic nie wskazywało na to, że taka wygrana może się zadziać.


Partyzant Śródmieście, w jednym z najpoważniejszych kryzysów w swojej historii, opuszczony przez swojego napastnika Artka, ze składem łatanym od tygodni ogłoszeniami na Facebooku, z bliskim zakończenia piłkarskiej kariery ze względu na odnawiającą się kontuzję pleców Kapitanem Cuprinescu, wygrał pierwszy raz w historii organizowany przez siebie urodzinowy turniej.

Odnotujmy skład, który tego dokonał:

Bramka: Bartek Paturej

Obrona: Cuprinescu, Koza, Mario, Edoardo.

Wolne elektrony: Janek, Hubert, Waldi.

Atak: Bogna, Kuba Belina.

Gościnnie dzieciaki: Radek, Szymek, Lew.



Piłkarka Turnieju - Bogna!

Zaczęło się pewnie, spokojnie i dobrze. W meczu z kobiecym składem KS Sztorm zagraliśmy pewne swoje. Koza otworzył wynik po składnej akcji z Jankiem, strzelając swoją 300 bramkę w barwach czarno-czerwonych. Potem dwa razy dobrze odnalazł się pod bramką przeciwniczek Janek, a strzelanie zakończył klasycznym jebnięciem ze swojej legendarnej prawej nogi sam Kapitan. Na koniec dostaliśmy bramkę honorową, strzeloną przez KS Sztorm z karnego. Skończyło się na 4:1.

Drugi mecz graliśmy z przyjaciółmi z CFB Hasenheide z Berlina. Podczas otwarcia turnieju przeciwnicy wręczyli każdemu Partyzantowi piękny szalik w mieszanych barwach obu klubów i z herbami tychże. 

Odwdzięczyliśmy się łagodną grą, dwoma podaniami do przeciwników pod własną bramką i całkowitym odsłonięciem się na kontry. Skończyło się na 0:4 dla Berlina.

W ostatnim meczu grupowym CFB Hasenheide po chwilowych perturbacjach na początku (KS Sztorm grał wzmocniony Bogną) pokonał burzowe dziewczyny i było jasne, że w półfinale zagramy z Big Time - jednym z faworytów turnieju.



I w tym momencie nastąpiła w Partyzancie jakaś magiczna przemiana. Ustawiliśmy się taktycznie, pokornie przyjęliśmy, że rozgrywanie piłki na nierównym boisku z naszymi umiejętnościami i szybkością znacznie młodszych przeciwników może nam przynieść tylko kłopoty, więc ograniczyliśmy kreację do lagi na Bognę i Kubę i stanowczej obrony.

Po dziesięciu minutach było 1:0 dla nas po dalekim wykopie od Bartka Patureja i znakomitym przyjęciu, dryblingu i strzale Bogny. 

Nie udało się utrzymać tego korzystnego wyniku, po dobrej akcji Big Time wyrównują. Ale w ostatnich minutach doskonałą kontrę wykorzystuje po rajdzie prawą stroną i precyzyjnym strzale w długi róg Kuba Belina - dla którego ogromny szacun za przyjazd z Warszawy! Jest 2:1! Finał jest nasz!

W finale przyjaciele z CFB Hasenheide, którzy pokonali w półfinale Allochtonów. Taktykę ustawiamy podobną, ale po berlińczykach trochę widać już trudy turnieju i trudy spędzania w Krakowie w gronie jedenastu chłopów poza kontrolą partnerek trzeciego dnia. Miejsca na akcje ciut więcej niż z Big Time, gra jest mniej szarpana. 

Rozegranie spod bramki, tym razem na krótko do Kozy, który wychwytuje wychodzącą na wolne pole Bognę. Laga idealna, ponad wszystkimi obrońcami, pod nogę napastniczki. Pozostaje - bagatela! - przyjąć, obrócić się, uderzyć. I to się dzieje. Jest 1:0!

Rozpoczyna się rozpaczliwa obrona. Blokady strzałów, obrony Bartka, przecinanie podań. Kontry, ale z błyskawicznymi powrotami. 

Na trzy minuty przed końcem następuje TEN moment. Po dośrodkowaniu Bogny i rykoszecie od obrońcy w polu karnym przeciwnika leci świeca do góry. Do przejęcia ustawiają się Koza i jeden z obrońców. Piłka kozłuje, obrońca jest przed Kozą, wydaje się, że zaraz wybije futbolówkę i będzie po akcji. Ale Koza jest minimalnie szybszy, trochę akrobacją, a trochę siłą zgarnia piłę i pakuje ją sprytnym strzałem po długim rogu do siatki. Wiemy, że tego zwycięstwa już nam nikt nie wyrwie. Że ten turniej jest nasz! 

I być może okaże się, że to zwycięstwo dało nam jeszcze kilka lat wspólnego grania!


18. Jubileuszowy Turniej Partyzanta. 31 maja 2025

Partyzant - KS Sztorm 4:1
Bramki: Koza, Janek 2, Cuprinescu

Partyzant - CFB Hasenheide Berlin 0:4

Półfinał:
Partyzant - Big Time 2:1
Bramki: Bogna, Kuba Belina

Finał:
Partyzant - CFB Hasenheide Berlin 2:0
Bramki: Bogna, Koza


2.01.2025

Podsumowanie 2024 roku

 

Rok 2024 za nami ; z pełną mocą wchodzimy w kolejny - 2025!

Bądźcie z nami i do zobaczenia wkrótce na boiskach.